s

TRUDNA LEKCJA MIŁOŚCI

26539Nie mówcie nam, że czas zagoi rany. Z chwilą śmierci syna w nas też coś umarło. Nic nie jest już takie, jak kiedyś i nic tego nie zmieni…

Święto jednostki. Orkiestra gra hymn. Żołnierze
w wyrównanych szeregach wpatrzeni w biało-czerwoną. Wśród najważniejszych gości, obok generałów
i pułkowników, dwoje ludzi w średnim wieku: Maria – emerytowana pielęgniarka i Stanisław – do niedawna kierowca autobusu. Wyglądają tak, jakby przyjechali na przysięgę syna. Ale ich Szymon miał ją dawno temu –
w czerwcu 2004 roku. Później przeszli z nim całą wojskową drogę. Przeżywali przeniesienia służbowe, awans, zmianę stanowiska…
Byli z nim aż do 18 sierpnia 2011 roku, gdy poległ w Afganistanie.

Tysiąc za jednego

Państwo Sitarczukowie są częstymi gośćmi w 1 Pułku Saperów w Brzegu, gdzie służył ich syn, oraz
w 7 Batalionie Strzelców Konnych Wielkopolskich w Wędrzynie, z którym sierżant Szymon Sitarczuk wyjechał do Afganistanu.

W wędrzyńskim batalionie zmotoryzowanym pani Maria została matką chrzestną sztandaru.
O tym wyborze dowódca 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej generał brygady Rajmund
T. Andrzejczak powiedział, że nie mógł być bardziej trafny. „Serdeczne usposobienie pani Marii, sympatia do wojska w połączeniu z zasługami jej poległego syna niosą wszystkim żołnierzom jednostki ważne przesłanie”.

Po ceremonii wręczenia sztandaru ktoś powiedział, że małżeństwo Sitarczuków utraciło jednego syna, a wśród saperów i strzelców konnych zyskało ich teraz tysiąc.

Był wszystkim, co mieliśmy

„Połączenie bezgranicznego smutku z ogromną czułością”, tak opisał ktoś Pietę, słynną rzeźbę Michała Anioła przedstawiającą Maryję trzymającą w ramionach zdjętego z krzyża Jezusa.
Ten opis matczynego bólu przypomina mi się, gdy patrzę na Marię Sitarczuk wpatrzoną w zdjęcie syna. Jej mąż siedzi skupiony obok.

„Byliśmy umówieni z malarzem”, mówi pani Maria. „Gdy rozległ się dzwonek do drzwi, byłam pewna, że to właśnie on. Zadowolona, że wreszcie doczekałam się wizyty fachowca, otworzyłam drzwi. Oniemiałam, gdy zobaczyłam dowódcę jednostki Szymona, jakąś panią w mundurze i innych żołnierzy. W kolejnej sekundzie zrozumiałam… Zaczęłam krzyczeć i odruchowo kręcić głową, że to niemożliwe… W odpowiedzi pułkownik potwierdził, że stało się najgorsze. Później była pustka. Niewiele pamiętam. Zrobiono mi jakiś zastrzyk. Kolejne dni wypełniał olbrzymi ból. Do dzisiaj mam luki w pamięci. Nawet z pogrzebu zapamiętałam jedynie fragmenty”, wspomina matka żołnierza.

Patrzę na zdjęcia Szymona, które jego rodzice przywieźli ze sobą na spotkanie. Na jednym z nich
w misyjnym mundurze siedzi zamyślony na kamieniach. Trzyma karabin. W tle ośnieżone szczyty afgańskich gór.

„To zdjęcie jest na jego nagrobku. Z drugiej strony wyrzeźbiona została żołnierska czapka.
Jesteśmy tam prawie codziennie. Czasami patrzę na to zdjęcie i rozmawiam z nim.
Był naszym jedynym dzieckiem. Wszystkim, co mieliśmy”, mówi zapłakana kobieta.
Na chwilę przerywamy rozmowę.

„Szymon studiował fizykę. Coś mu nie wyszło i przerwał naukę”, wspomina ojciec żołnierza. „Został powołany do zasadniczej służby wojskowej. Trafił do szkoły specjalistów w Grudziądzu. Został kierowcą. Gdy przeniesiono go do jednostki saperów w Brzegu, cieszył się, że będzie bliżej domu. Wtedy podjął decyzję, że zostanie w wojsku na stałe. Kiedyś zwierzył mi się, że nie chce być kierowcą i tak jak ja całe życie pracować za kółkiem. Powiedział, że zostanie saperem, bo to znacznie ciekawsza praca. Wiem, że już wtedy myślał o wyjeździe na misję do Afganistanu. Powoli przygotowywał nas do tego. Któregoś dnia oznajmił, że wyjeżdża. Pojechał na czwartą zmianę. Jako saper”.

Pan Stanisław przerywa rozmowę. Wspomnienia sprawiają zbyt dużo bólu. Jego żona na chwilę rozładowuje napięcie. Pokazuje kolczyki i korale, które ma na sobie.

„To od Szymona. Gdy przyjechał z misji, każdemu z rodziny przywiózł jakiś upominek. Był bardzo dumny z wyjazdu do Afganistanu, i z tego, że nosi mundur. A my byliśmy bardzo dumni z syna żołnierza”, mówi z przekonaniem. „Nie mamy pretensji do wojska. Nasz syn sam zdecydował,
że zostanie żołnierzem. Na misję, najpierw czwartą zmianę, a później feralną dziewiątą, też pojechał na własne życzenie. Kilka tygodni przed śmiercią przez telefon powiedział, że będzie chciał pojechać jeszcze raz. Dlaczego więc mielibyśmy kogoś winić. To był wybór naszego syna. Szkoda tylko, że jego służba zakończyła się tak tragicznie”.

Chwała bohaterowi

W Głogówku koło Opola pogrzeb żołnierza poległego na misji był wielkim wydarzeniem.
Nic dziwnego, wszak tam się urodził, wychował, wielu ludzi znało go i szanowało. W ostatniej drodze towarzyszyły dzielnemu saperowi tłumy. Na czele konduktu żałobnego jechali motocykliści. Z nimi na swoim motocyklu Ducati Monster Szymon jeździł na zloty, zwiedzał okolicę i odległe rejony kraju. Dla mieszkańców tej miejscowości Szymon jest bohaterem. Na jego mogile bez przerwy palą się znicze i leżą świeże kwiaty.

„Kiedyś na płycie pomnika saperzy z kompanii rozminowania z Brzegu ułożyli ze zniczy biało-czerwoną flagę. Znajduję tam wiązanki od różnych ludzi. Czasami z szarf dowiaduję się, że są od kolegów z tej czy innej jednostki albo tych z naszej miejscowości. W dzień zaduszny pani katechetka z pobliskiej szkoły przyprowadza na grób Szymona dzieci”, opowiada pani Maria. „Przed Świętem Trzeciego Maja zadzwoniła do nas pani dyrektor ze szkoły podstawowej, do której chodził syn. Opowiedziała, że odbył się tam apel, na którym mówiono o patriotyzmie, a Szymon jest jego przykładem. Dyrektor zespołu szkół zawodowych zaś poprosił o jakieś pamiątki po naszym synu. Tłumaczył, że w jego szkole też odbędą się lekcje na temat patriotyzmu i również będą wspominać Szymona. Ma tam nawet powstać specjalna gablota jemu poświęcona”.

Pani Maria i pan Stanisław opowiadają o swoich relacjach z wojskiem. Podkreślają, że dowództwa obu jednostek bardzo się nimi zajmują. Spotkania z żołnierzami z okazji świąt i innych uroczystości to tylko część kontaktów. Oboje chętnie korzystają między innymi z turnusów terapeutycznych organizowanych dla rodzin poległych żołnierzy przez władze resortu obrony.

„Pomoc wojskowych psychologów bardzo nam pomogła. Dzięki nim mogliśmy się wzmocnić
i przetrwać najtrudniejszy czas żałoby”, komentują oboje. „Najmilej wspominamy jednak kontakty
z kolegami syna. Gdy jesteśmy w którejś z jednostek, podchodzą do nas zwykli żołnierze. Niektórzy tylko przywitają się i odchodzą. Ci bardziej śmiali rozmawiają z nami. Mówią, że znali syna, że razem z nim jeździli na patrole. Mówią, że «Sitar» – bo tak nazywali Szymona – był odważny i koleżeński. Gdy on sprawdzał drogę, czuli się bezpieczniej”.

„W pierwszych dniach po pogrzebie byliśmy zdruzgotani”, mówi pani Maria. „Kiedy wojsko przywiozło nam z Afganistanu skrzynkę z rzeczami Szymona, nie zaglądaliśmy do niej przez kilka tygodni. Do dzisiaj nie przeczytaliśmy dokumentów z autopsji syna. Nie mamy odwagi. Szymon odszedł i zostaliśmy sami. Nie doczekamy wnuków… Ta myśl była straszna. Z czasem, z pomocą psychologów zaczęliśmy wychodzić z traumy”.

Pozostały pamiątki

„Naszym największym skarbem jest teraz chrześnica Szymona, trzyletnia Ala. Syn bardzo ją kochał. Gdy dzwonił z Afganistanu, zawsze o nią pytał. Prosił, aby się nią opiekować. Spełniamy jego prośbę. Pokój dziewczynki umeblowany jest meblami naszego syna. Mała ma jego komputer i wiele innych rzeczy. Ona dostanie wszystkie pamiątki po naszym żołnierzu. Będziemy prosili, aby przechowywała je dla kolejnych rodzinnych pokoleń”, tłumaczy matka poległego.

Wśród tych pamiątek jedna jest bezcenna – akt nadania mu zaszczytnego tytułu „Hero of the Battle”, Bohatera Pola Walki. Saper Sitarczuk otrzymał go jako pierwszy polski żołnierz. Wyróżnienie przyznano mu za bohaterskie dokonania. Podczas jednej z operacji w dystrykcie Zanakhan Szymon odnalazł skrytkę, w której rebelianci przechowywali 22 pociski moździerzowe. Innym razem w czasie ataku na polski patrol mimo obrażeń zdołał sprawdzić teren. Znalazł minę, która miała wybuchnąć pod kolejnym pojazdem sił koalicji.

„Może kiedyś stanie się tak, że dorosła Ala zechce być żołnierzem. Może włoży mundur. To byłoby piękne. Nas już nie będzie, a jakaś cząstka naszego syna, jego zamiłowanie do żołnierki pozostałoby w rodzinie”, mówi pani Maria.

Bohater pola walki

Tytuł „Hero of the Battle” jest honorowym wyróżnieniem nadawanym przez wysokiej rangi dowództwa amerykańskie żołnierzom, którzy w wyjątkowy sposób zasłużyli się w czasie działań zbrojnych. Od początku misji w Afganistanie trzech polskich żołnierzy otrzymało to zaszczytne miano. W 2011 roku tytułem Bohatera Pola Walki został wyróżniony saper sierżant Szymon Sitarczuk. W czerwcu 2013 amerykańskie dowództwo przyznało go ratownikowi medycznemu plutonowemu Dariuszowi Chudzikowi, a w sierpniu ponownie saperowi – starszemu szeregowemu Filipowi Marciniakowi.

autor tekstu i  zdjęć Bogusław Politowski